Brain over binge PL. Część II. Rozdział 16.


Czemu miałam napady?

         Gdy tylko przestałam się objadać, stało się dla mnie jasne, dlaczego miałam napady przez tyle lat – a odpowiedź była daleko od tego, czego nauczyłam się na terapii. Nie objadałam się, by zaspokoić swoje głębokie, wewnętrzne potrzeby emocjonalne. Nie objadałam się, bo cierpiałam na chorobę, wobec której byłam bezsilna. Odrzuciłam hipotetyczne i zawiłe powody, dla których miałabym się objadać i zdałam sobie sprawę, że istnieje tylko jeden konkretny i jasny powód:
Miałam napady, bo miałam ochotę się objadać.
         Chociaż ten powód wydaje się oczywisty i nazbyt uproszczony, wyjaśnił każdy napad od czasu, gdy zjadłam 8 misek płatków zbożowych w marcowy poranek, do czasów, gdy jeździłam do niezliczonych restauracji Fast-food i stacji benzynowych w college’u, do mojego ostatniego prawdziwego napadu, wkrótce po przeczytaniu Rational Recovery.
         Pragnienia napadu nie były symptomami niczego – były problemem. Nie miało to związku ze złym wizerunkiem własnego ciała, niską samooceną, lękiem, tendencjami depresyjnymi, problemami rodzinnymi ani żadnymi innymi problemami, które sprawiałyby, bym się objadała. Pragnienie objadania się było jedyną bezpośrednią przyczyną każdego napadu – niezależnie od tego, kiedy, gdzie, jak i dlaczego pojawiało się.
         Kiedy przestałam reagować na pragnienie objadania się, wyraźnie zobaczyłam, że prawdziwym problemem nie jest moje życie, osobowość ani przeszłość rodzinna. Problem polegał na tym, że miałam silne pragnienia do napadów, w wielu różnych momentach i w wielu różnych miejscach; i wielokrotnie poddawałam się temu. Gdybym w jakimkolwiek momencie bulimii była w stanie odsunąć od siebie pragnienie objadania się, powstrzymałabym bulimię. Po raz pierwszy nauczyłam się tego, kiedy byłam na Topamaxie.
         Gdybym nie miała ochoty na objadanie się, nie bałabym się przez te wszystkie lata – to było takie proste. Czasami, podczas bulimii nie odczuwałam lęku, ale wciąż się objadałam. Czasami, podczas bulimii nie byłam w depresji, ale wciąż się objadałam. Czasami, czułam się OK ze swoim ciałem i ze sobą, ale wciąż się objadałam. Pracując nad pozostałymi problemami w celu powstrzymania napadów, traciłam czas, bo nie odnosiło się to do prawdziwej przyczyny objadania się: pragnienia objadania się.
         Na terapii nauczyłam się, że przyczyną objadania się były myśli, mocje, interakcje, nastroje lub wydarzenia, które rzekomo wywoływały napady. Kiedy przestałam objadać się na dobre, zrozumiałam, że to była nieprawda. Wyzwalacze były – w najlepszym razie – pośrednim ogniwem mojego niepohamowanego jedzenia, a nie przyczyną. Szczegółowo omówię wyzwalacze w rozdziale 35, ale na razie powiem tylko, że pewne myśli, uczucia, interakcje, nastroje lub wydarzenia mogą zwiększać pragnienia. Jednak po pojawieniu się pragnienia, to ono były prawdziwym problemem. To było pragnienie – i wszystkie myśli, uczucia i pragnienia, które mu towarzyszyły – które powodowało napad; i to, co teoretycznie mogło sprawić, że pojawiło się pragnienie, nie miało już znaczenia.
         Oczywiście, wszystkie moje myśli, emocje, interakcje, nastroje i wydarzenia, z którymi się zetknęłam, miały istotne znaczenie dla mojego życia, ale nie były istotne dla wyjścia z bulimii. To, czego nauczyłam się, podczas myślenia tokiem RR, było skoncentrowanie się na prawdziwym problemie – na pragnieniu objadania się. Ponieważ chęć objadania się zawsze pojawiała się przed napadami, sensownym dla mnie, było nauczenie się, jak radzić sobie z tymi pragnieniami i wyeliminować je, co udało mi się dość łatwo.
         Przez lata objadania się, czasami moje pragnienia były przewidywalne – na przykład kiedy wróciłam ze szkoły lub pracy do pustego domu, próbując zasnąć w nocy, kiedy budziłam się w środku nocy, podczas posiłków, które zawierały tłuszcz i cukier, po wypiciu alkoholu – i czasami moje pragnienia objadania się były bardziej niekonsekwentne, zaskakujące.
         Moje pragnienie objadania się nie polegały jedynie na tym, ze musiałam sobie pozwolić na dodatkowy sernik, kolejną czekoladę lub więcej chipsów na lunch – umiejętność myślenia była inna, znacznie bardziej zaciekła, skupiona i pozornie niekontrolowana. Te pragnienia były o wiele potężniejsze, o wiele bardziej zachłanne, nieubłagalne. Były to bezsensowne pragnienia, by napoić samego siebie, zjeść wszystko, co mogłam, tak szybko, jak tylko mogłam, aby połknąć bardzo duże ilości jedzenia, dopóki nie minęło uczucie pełności.
         Chociaż moje pragnienia objadania się były bardzo odmienne, od chęci posmakowania dobrego posiłku, często poprzedzały je raczej niewinne pragnienia małych ustępstw. Ale często, gdy tylko poddawałam się pragnieniu drobnego ustępstwa, pojawiał się wszechpotężny popęd, by się objadać.          To było tak, jakby małe pobłażanie rozpalało tę potrzebę; i częściej łapałam się na tym, że zjadłam o wiele więcej, niż planowałam i spiralnie wpadałam w napad. Czasami wiedziałam wcześniej, że niewielkie ustępstwo nieuchronnie doprowadzi do napadu, a czasami byłam zaskoczona. Problemem nie była moja pobłażliwość; problemem było pragnienie objadania się, które miało miejsce, gdy ulegałam niewinnym pragnieniom.
         Z drugiej strony, moje pragnienia objadania się, często miały miejsce w sytuacjach, w których wydawało się, ze nie ma żadnego powodu, by myśleć o jedzeniu – kiedy nie było w pobliżu mnie jedzenia, na przykład w czasie lekcji lub w środku nocy. Czasami pomysły na jedzenie po prostu pojawiały się w mojej głowie, a jedna myśl prowadziła do drugiej, aż doświadczyłam silnej potrzeby napadu. Małe myśli o jedzeniu doprowadziły do fali, która w jednej chwili często osiągała pełną wysokość; ale innym razem to rosło przez kilka minut, godzin a nawet dni – tak więc czasami moje pragnienie objadania się zaczynało się na długo przed rzeczywistym napadem.
         Pragnienia objadania się nie zawsze musiały być silne, aby mnie przekonać do napadu. Czasami, zaczynałam objadać się na jakikolwiek impuls pragnienia, ledwie wyczuwalny. Innym razem wydawało mi się, że po prostu znalazłam się przed lodówką, nie chcąc tam być. Jednak bez względu na to, jak bezmyślne było moje objadanie się, zawsze wyczuwało się pożądanie, jakąś kuszącą myśl, która poprzedzała każdy napad.
         Kiedy mówię o „chęci” objadania się, nie zawsze mówię o pragnieniu pochłonięcia wszystkiego, bo czasami, po prostu myślę, że dziś zamierzam kupić trochę jedzenia i napić się, to nic wielkiego, i robię to. W trakcie bulimii na terapii, pogodziłam się z moim problemem, nie zawracałam sobie głowy walką z moimi pragnieniami objadania się, a nawet planowanymi napadami. Zezwolenie na zaplanowane objadanie się sprawiło, ze moje mocniejsze pragnienia były w szachu, ale nawet plan objadania się był formą zachęty. Pragnienia wahały się od prostej myśli do desperacji – i wszystkiego pomiędzy.
         Bez względu na szczegóły, najważniejsze jest, ze nigdy nie doszło do napadu, który nie był poprzedzony chęcią objadania się. Bez względu na to, ile czasu upłynęło od mojego pragnienia, aby wziąć ten pierwszy kęs i kiedy faktycznie go brałam, chęć była jedyną przyczyną każdego z moich napadów.  Tak jak napady sprawiały, że czułam się poza ciałem. Moje napady nie wynikały z jakiejś tajemniczej siły, która przejmowała moje ciało. Przed każdym napadem wybrałam – czy to było kilka godzin, cz w jednej chwili – aby podążać za moim pragnieniem.
         Bulimicy i wszyscy, którzy mają napady są wartościowymi ludźmi, którzy po prostu zostają tymczasowo pochłonięci przez pragnienie objadania się. Każdy, kto znajduje się w sytuacji bulimicznej, prawdopodobnie zrobiłby to samo, bo pragnienie objedzenia się może być tak niesamowicie nieodparte. To sprawiało, że zapominałam o wszystkich moich zobowiązaniach, wszystkich powodach, dla których chciałam to rzucić, całym wstydzie i poczucie winy, których doświadczałam po napadach, i o wszystkich ludziach, których zawiodłabym przez objadanie się.       Pragnienie objadania się zdawało się przemieniać mnie w coś, czym nie byłam: żarłocznego, chciwego i obrzydliwego człowieka, który bardziej troszczył się o zdobywanie dużych ilości jedzenia, niż o rodzinę, karierę, zdrowie lub życie. Wiedziałam, że nie jestem taka; i wiek, że nie ma takiego bulimika.
         Pewnie, pragnienie objadania się powodowało moje napady; ale z pewnością nie było to normalne dla mnie, że miałam pragnienie objedzenia się. Zanim wytłumaczę, w jaki sposób mój powrót do zdrowia był możliwy, muszę wyjaśnić, dlaczego w ogóle miałam te pragnienia. W następnych pięciu rozdziałach powiem o powodach, dlaczego rozwinęłam i kontynuowałam pragnienie do objadania się i dlaczego ciągle je śledziłam.

Komentarze

Popularne posty