Brain over binge PL. Część I. Rozdział 2.
Typowy dzień oczyszczania
Cieszyłam się, ze moja współlokatorka jeszcze nie wróciła do
akademika, ponieważ wiedziałam, że nie mogłabym jej spojrzeć teraz w twarz.
Była jedną z moich dobrych przyjaciół w liceum i nienawidziłam tego, że
skrzywdziłam ją okradając ją przez ostatni semestr. Nienawidziłam również, że
teraz znała mój żenujący sekret. Bałam się, że znowu nie będę mogła powstrzymać
się od zjadania jej jedzenia. Z pewnością mogę się kontrolować, pomyślałam,
nawet gdy patrzyłam po ciemku na resztki jedzenia, które Julia zostawiła w
pokoju. Kiedy próbowałam zasnąć tej nocy, myślałam o pierwszym razie, kiedy
położyłam się w tym łóżku pięć miesięcy wcześniej. Byłam wtedy tak bardzo
chuda, że nie mogłam leżeć na boku, bo moja kość biodrowa uwierała mnie na zbyt
twardym materacu. To było, kiedy moja waga wskazywała jeszcze na anoreksję, a
nie pojawiającą się bulimię. Nie miałam żadnych błędnych wyobrażeń jak bardzo
była chuda, kiedy dostałam się do college’u. Nie miałam zniekształconego obrazu
ciała. Wiedziałam, że mam niedowagę i część mnie lubiła to. Nie miałam poczucia
winy z powodu jedzenia lub sporadycznych napadów. Moje objadanie właśnie wtedy
się zaczynało, ale teraz wymknęło się całkowicie spod kontroli.
Nie czułam już moich kości, mimo że nadal byłam bardzo
szczupła. Wiedziałam, że muszę osiągnąć wagę jaką miałam w pierwszym semestrze,
ale nie podobał mi się sposób w jaki do tego dążyłam. Czułam się zmuszana do
objadania się przez jakąś siłę, znajdująca się poza moją kontrolą i obawiałam
się, że to będzie postępować na większą skalę.
Muszę jakoś przejąć kontrolę i zatrzymać to – mówiłam sobie
– potwierdzając przysięgę, ze 6 stycznia będzie ostatnim dniem objadania się.
Ćwiczyłam cały kolejny dzień i zaczęłam od nowa, wróciłam do planu
żywnościowego od mojego dietetyka i
wracając do pracy nad moimi celami postawionymi w czasie terapii. W końcu
zasnęłam.
Więzień siłowni
Spałam aż do 11.00 w dniu 7 stycznia i pierwsze co
zauważyłam, to okropny ból głowy. Z ubolewaniem wstałam z łóżka i zaczęłam
pakowanie na siłownię: trzy zestawy ubrań i trochę owoców i krakersów. W dni po
napadzie ubierałam tylko bluzę i spodnie dresowe, aby zakryć moje napuchnięte
ciało. Potrzebowałam trzech zestawów
ponieważ zawsze obficie się pociłam i musiałam przebierać się kilka razy w
ciągu dnia.
Tego dnia, wykonywałam mój typowy plan po napadzie: na
przemian ćwiczyłam na rowerze stacjonarnym, orbitreku, schodach i bieżni. Na
każdej z maszyn zostawałam przez godzinę lub dwie, później szłam do szatni by
zmienić przepocone ubrania i zjeść jakąś zdrową przekąskę przed powrotem do
strefy cardio. Przez cały pierwszy rok w college’u, po napadzie robiłam cardio
przez cztery godziny i podnosiłam trochę ciężarów, ale z biegiem lat i
przybywającymi kilogramami, zwiększyłam ilość ćwiczeń do siedmiu godzin cardio
i ciężarów. Nienawidziłam tego. Ćwiczyłam po to, by zrekompensować kalorie,
które pochłaniałam podczas napadu, nie podobało mi się, że musiałam spędzać
całe dnie na siłowni. Podczas ćwiczeń uczyłam się lub czytałam, ale i tak to
było monotonne i wyczerpujące. Napad nigdy nie był tego wart, właśnie wtedy
żałowałam najbardziej, że nie mogę skutecznie wymiotować.
Kiedy w końcu skończyłam ćwiczyć 7 stycznia, wzięłam
prysznic, ubrałam się i poczułam wielką ulgę – bilans był czysty. Chociaż
wiedziałam, że ćwiczenia nie są w stanie spalić wszystkich kalorii, które
zjadłam dzień wcześniej, moje zmęczone ciało i waga powiedziały mi, że
większość szkód została cofnięta. Zawsze
ważyłam się przed, w czasie i po ćwiczeniach i generalnie traciłam około 2 kg.
Większość z tego było pewnie spowodowane utratą wody związanej z nadmiernym
poceniem się, ale sprawiało że czułam się lepiej widząc mniejsze numerki na
wadze w ciągu dnia.
Był czas kolacji kiedy skończyłam ćwiczyć tego wieczoru,
więc podjechałam do najbliższego sklepu z kanapkami. Chociaż nie jadłam zbyt
wiele podczas ćwiczeń, chciałam wrócić na właściwe tory z normalną, pożywną
kolacją, ponieważ wiedziałam, że pomijanie posiłków lub jedzenie zbyt
restrykcyjnie doprowadziłoby mnie znowu do napadu. Tak jak byłam zmęczona
miałam nowe i bardziej pozytywne nastawienie niż jak odjeżdżałam z akademika do
miasta. Może ten semestr będzie inny od pozostałych – pomyślałam. Powiedziałam
sobie, że nie spędzę już żadnych dni na napady lub ćwiczenia i będę jeść
normalnie i będę od tej pory zdrowa.
W miarę jak kontynuowałam drogę do sklepu z kanapkami,
zaczęło mi burczeć w brzuchu i moja nowa pewność siebie zaczęła zanikać. Mój
głód wzbudził we mnie złość, bo czułam, że mój nieposkromiony apetyt jest moim
wrogiem. Kiedy byłam głodna, nie mogłam ufać sobie w kwestii objadania się.
Kiedy skończyłam ogromną kanapkę z indyka i pieczone ziemniaki, fizycznie nie
byłam już głodna, ale wciąż czułam się pusta.
Wyczerpujące pragnienie
W drodze powrotnej do akademika, poczułam pragnienie
zjedzenia więcej. Zastanawiałam się, czy nie zatrzymać się na najbliższej
stacji benzynowej – jednej z najczęściej przeze mnie odwiedzanych – by zdobyć
więcej jedzenia. Nienawidziłam tego, ze ciągle myślałam o objadaniu się. Dlaczego tak po prostu nie mogłam przestać
myśleć o jedzeniu? Dlaczego nie mogłam przestać jeść tak ogromnych porcji?
Stałam się bardzo nerwowa, gdy zbliżałam się do akademika i
zastanawiałam się, czy będę potrafiła poskromić moje pragnienie. Czy będę potrafiła oprzeć się jedzeniu mojej
współlokatorki będąc sama w pokoju? Znałam wszystkie argumenty, dlaczego
nie powinnam sobie pozwolić na kolejny napad i zdecydowanie nie chciałam
zaprzepaścić całego dnia ćwiczeń, musiałabym wszystko powtórzyć na drugi dzień.
Co więcej, nie mogłam sobie pozwolić na kolejny napad, bo
miałam mieć egzamin na w-fie następnego dnia, a źle się biega będąc spuchniętą
i chorą. Ale żadna ilość argumentów nie była w stanie zatrzymać mojego
pragnienia objadania się. W rzeczywistości, nic z tych rzeczy nie było w stanie
efektywnie zatrzymać moich irracjonalnych myśli i uczuć. Kiedy udało mi się
powstrzymać napad, to była jak bolesna walka, jakbym odmawiała sobie czegoś
ważnego. Tak było tej nocy. Od chwili, gdy opuściłam sklep z kanapkami, byłam
pochłonięta przez pragnienie by się objeść i walczyłam z nim przez większość
nocy. Próbowałam logicznie myśleć, użyć strategii, których uczyłam się na
terapii, próbowałam rozpraszać myśli o jedzeniu, relaksować się i zasnąć. Ale nie
spałam za wiele, zdecydowanie się nie zrelaksowałam, nie byłam w stanie
rozproszyć myśli na więcej niż kilka minut, nie osiągnęłam żadnych korzyści ze
sztuczek poznanych na terapii i zdecydowanie nie udało mi się przechytrzyć
pragnienia za pomocą logicznego myślenia.
Kiedy następnego ranka, 8 stycznia, wzeszło słońce, nie
miałam napadu, ale nie czułam się jak wygrana. Czułam się wyczerpana i
przygnębiona. Walka nie wydawała się być tego warta. Przynajmniej wczoraj,
kiedy miałam napad spałam dobrze. Teraz, gdy miałam mieć egzamin na w-fie,
czułam się opuchnięta i chora, musiałam biegać po bezsennej nocy. Wyglądało na
to, że nie mogę wygrać. Nawet jeśli byłam w stanie opierać się swoim
pragnieniom by się objadać, one wciąż były ode mnie lepsze. Wiedziałam, że nie
minie wiele czasu zanim powrócą a ja nie czułam się zbyt silna, by zmagać się z
nimi dzień w dzień.
Tak więc zaledwie dwa dni później, złamałam wszystkie
obietnice i miałam kolejny napad. Z powrotem znalazłam się we wszystkich
sklepach, w których wówczas kupowałam sobie przekąski i Fast-foody. Później,
zawstydzona i obrzydzona własnym zachowaniem wyrzuciłam opakowani Pop-Tartu,
które trzymałam w biurku i zastąpiłam je paczka chipsów – ostatnią rzeczą, jaką
zjadłam podczas napadu – i powiedziałam sobie, że to już naprawdę koniec. Znowu zaczęłam wyczerpujące ćwiczenia
następnego dnia, by zrekompensować ostatni napad i znowu czułam się jak nowa i
zdeterminowana by zacząć wszystko od nowa. Udało mi się przez kilka dni, ale w
końcu uległam pragnieniu objedzenia się. Ten cykl powtarzał się na okrągło.
Nie rozumiałam dlaczego utknęłam w tym błędnym kole, pomimo
wysiłków jakie podejmowałam, uczestnictwa w terapii i czytaniu poradników. Nie rozumiałam,
dlaczego byłam tak bardzo wygłodniała, dlaczego ciągle myślałam o jedzeniu,
dlaczego normalne jedzenie wydawało mi się niemalże niemożliwe i dlaczego
złamałam obietnicę o skończeniu z tym. Nienawidziłam tego, ze musiałam sobie
radzić z moim pragnieniem dzień w dzień, marnowałam cenny czas na objadanie się i
ćwiczenia by to zrekompensować, ale nie mogłam się zatrzymać.
Ten cykl – mój wzór bulimii – nie rozwinął się z dnia na
dzień. To był proces, który rozpoczął się powoli latem w liceum, kiedy po raz
pierwszy próbowałam schudnąć.
Komentarze
Prześlij komentarz