Brain over binge PL. Część I. Rozdział 11.


Miałam kontrolę przez cały czas

       Teoria dwóch mózgów – ludzkiego i zwierzęcego – którą zaprezentował Trimpey wydawała mi się rozsądna. Wydawało się, że wyjaśnia, dlaczego odczuwałam, że pragnienie objadania się nie było w rzeczywistości mną, ale zamiast tego oszust przejmował kontrolę nad moim umysłem i ciałem, dopóki nie poddawałam się napadom. Wydawało się, że to wyjaśnia, dlaczego część mnie chciała się objadać bardziej a druga część chciała to rzucić. Wewnątrz mnie tkwił konflikt dwóch mózgów.
      Najważniejszą rzeczą, której się nauczyłam podczas czytania RR na siłowni tego dnia, było to, że mam ostateczną kontrolę nad moimi działaniami. Mój ludzki mózg – siedziba mojej inteligencji, rozumu, języka i dobrowolnych ruchów – był jedyną częścią mnie zdolną do dobrowolnego aktu objadania się. Ta nowa i raczej jasna informacja dała mi poczucie siły. Dała mi nadzieję, że mogę przezwyciężyć moje pragnienia do objadania się. Dała mi powód, żeby wierzyć, ze miałam wybór, kiedy pojawiły się żądze.
      W pewnym sensie, informacje zawarte w RR były czymś, co już wiedziałam, ale nie potrafiłam ich wyrazić. Wiedziałam, że nie muszę działać zgodnie z moimi pragnieniami objadania się, zanim przeczytałam książkę, ale do tego momentu, czułam się wobec nich bezsilna. Na terapii, nauczyłam się, że muszę rozwinąć alternatywne umiejętności radzenia sobie lub zaspokajania moich emocjonalnych potrzeb w inny sposób, niż poprzez jedzenie. Kiedy jednak pojawiało się pragnienie, zawsze wydawało się, że nic innego, poza jedzeniem, nie jest w stanie mnie zaspokoić.

Moje pragnienia nie były naprawdę mną

      RR zdawało się wyjaśniać, dlaczego moje pragnienie było tak bardzo nie do odparcia. Może dlatego, pomyślałam, że te pragnienia sygnalizowały prawdziwą potrzebę, niezależnie od tego, czy była to potrzeba fizyczna, emocjonalna czy nawet oparta na chorobie. Może uwierzyłam w te myśli i podążyłam za uczuciami, które zachęcały mnie do napadów, bo myślałam, że to były moje myśli i uczucia. To miało sens tylko dlatego, że w to wierzyłam, bo pragnienie zdawało się pochodzić ode mnie.
      Kiedy miałam ochotę na objadanie się, słyszałam kuszące myśli, przemawiające moim głosem, mówiące coś w stylu: nic się nie stanie, jeśli jeszcze tylko raz będziesz się objadać. … Możesz iść poćwiczyć jutro, a potem zacząć od nowa. … Miałaś ciężki dzień i potrzebujesz relaksu. … Spisałaś się dobrze przez ostatnie trzy dni, więc zasługujesz na to. Słyszałam, jak podawałam wszystkie powody, dla których byłoby w porządku kolejny raz się objadać i czasami wydawały się bardzo logicznymi powodami. W miarę, jak pragnienie zwiększało się, uczucie lęku i głodu rosło, czułam, że naprawdę potrzebuję objadania się, że poczuć się znowu normalnie. Te uczucia tak bardzo przypominały moje, podobnie jak moje myśli, wyrażały to, co uważałam za prawdziwą potrzebę.
      RR pozwoliło mi zrozumieć, że być może myśli i uczucia, które wspierają moje napady, nie odpowiadają żadnym z moich potrzeb – prawdziwym lub symbolicznym – i być może, te myśli i uczucia wcale nie pochodzą ode mnie. Może były automatycznym i bezmyślnym głosem pochodzącym z bardziej zwierzęcej części mojego mózgu i nie miały żadnej władzy nade mną ani moimi działaniami. Może wszystko, co musiałam zrobić, to oddzielić moje prawdziwe ja od tej dolnej części mojego mózgu, aby chęci objadania się same odeszły.
      Kontynuując ćwiczenie i czytanie RR, doszłam do istotnej rzeczy. Przez wszystkie lata terapii, próbowałam pozbyć się pragnień lub uniemożliwić ich powstawanie. Ale co, jeśli to było niewłaściwe podejście? Co jeśli, gdybym nie musiała się ich pozbywać, ale znaleźć sposób, w jaki na nie reagowałam? Co jeśli mogłabym oddzielić się od pragnień i zdecydować, by nie podążać za nimi? Być może, pomyślałam, pomimo największego pragnienia, mogłabym nie otwierać lodówki, nie jeździć do sklepu spożywczego i może gdybym tak robiła cały czas, napady same odejdą.
      Zdecydowałam, że spróbuję tego, czego nauczyłam się z RR i własnych spostrzeżeń tego dnia. W końcu, co mi szkodziło? Nie miałam do tej pory zbyt wielu sukcesów w opieraniu się pragnieniom w jakikolwiek inny sposób. Postanowiłam przyjrzeć się każdej myśli lub uczuciu zachęcającemu do napadów jako automatycznemu działaniu mojego zwierzęcego mózgu, wierząc, że nie ma mocy, by wpływać na mnie. Zdecydowałam, że oddzielę się od pragnień objadania się i użyję siły ludzkiego mózgu, by nie iść za nimi.

To było o jedzeniu

      Kiedy dzień ćwiczeń dobiegł końca i prawie skończyłam czytać RR, pojechałam do domu z nową perspektywą. To nie była ta sama „nowa perspektywa”, którą zwykle miałam po skutecznym oczyszczeniu przez ćwiczenia – to uczucie było zbyt znajome i nigdy nie trwało długo. Ta perspektywa była inna, ponieważ podczas siedmiu godzin spędzonych na siłowni, ponownie przyjrzałam się mojemu zaburzeniu odżywiania. Dzięki informacji z RR i własnym refleksjom, bulimia nagle przestała być tajemnicą. Czułam się, jakby zasłona została podniesiona, a ja w końcu mogłam zobaczyć czym było moje zachowanie: strasznym nawykiem.
      Tego wieczora, w maju, przestałam wierzyć raz na zawsze, że moje napady dotyczą czegoś więcej niż jedzenia. Uznałam, że nie ma tam głębszego emocjonalnego znaczenia. Zaczęłam wierzyć, że objadam się, bo stworzyłam nawyk – może nałóg – robiąc to tak wiele razy. Zaczęłam dostrzegać, że objadałam się, by przede wszystkim złagodzić pragnienie, poczuć przyjemność, ale zdecydowanie nie po to, by zaspokoić jakąś symboliczną, wewnętrzną potrzebę. Część mojego mózgu stała się uzależniona od objadania się i dlatego tak trudno było mi przestać.
      Tak jak teraz to rozumiałam, dolna część mojego mózgu – zwierzęcego mózgu – wierzyła, że muszę się objadać, żeby przetrwać i dlatego generowałam impulsy do tego poza moją świadomością. Nie mogłam kontrolować tych myśli i uczuć, ale mogłam je rozpoznać po tym, czym były. Chociaż wiedziałam, że objadanie się jest złe i niezdrowe, mój zwierzęcy mózg uważał, że jest potrzebne jak tlen, bo nauczyłam go tego poprzez częste napady. Chociaż nie mogłam wyrzucić z mojego zwierzęcego mózgu tych żądań, nie musiałam za nimi podążać. Ja, mieszkająca w moim ludzkim mózgu, mogłam kontrolować moje działania.
      Kiedy zbliżałam się do domu tej nocy, zdecydowałam, że przestanę reagować emocjonalnie na moje impulsy i przestanę na nie działać. Postanowiłam po prostu pozwolić moim myślom i uczuciom oderwać się od tematu jedzenia, a następnie obserwować je tak, jakby nie pochodziły ode mnie. Wtedy nie robiłabym tego, co kazałby mi robić. To wyglądało na łatwy plan, a część mnie uważała, że to zbyt proste i nigdy nie zadziała. Ale niewiele wiedziałam. Kiedy wysiadałam z samochodu tego wieczora, bulimia zniknęła prawie na zawsze.

Komentarze

Popularne posty