Brain over binge PL. Część I. Rozdział 8.
Niektóre rzeczy się zmieniają, inne zostają takie same
Niedługo później, jak przestałam brać Topamax i obiecałam
sobie, że nigdy nie wrócę na terapię, podjęłam kolejną ważną decyzję w moim
życiu. Zdecydowałam, że przeprowadzę się do nowego miasta, 2 414 km od
domu, z Gregiem. Dostał dobrą robotę w Phoenix i chciałam przenieść się z nim,
uczęszczać na tamtejszy uniwersytet by uzyskać tytuł magistra z
religioznawstwa. Chociaż nie byłam pewna, co zrobię później, ten kierunek mnie
interesował. Myślałam, że przeprowadzka i nowe cele dotyczące studiowania
pomogą mi nie myśleć o problemach z jedzeniem.
Był jednak jeden duży problem. Zastanawiałam się, jak będę w
stanie stanąć przed Gregiem, kiedy będę miała napad. Żyjąc z dala od siebie,
łatwo było ukryć bulimię, ale wiedziałam, ze jeśli zamieszkamy razem, nie będę
miała gdzie się ukryć. Bałam się, że Greg nigdy nie będzie mógł pokochać mnie
jako bulimiczki, więc na kilka tygodni przed przeprowadzką zadzwoniłam do
niego, żeby powiedzieć, że wciąż mam wątpliwości. Powiedziałam, że moglibyśmy
opierać nasz związek na fałszu, bo brałam Topamax i nie kontrolowałam mojego
zaburzenia odżywiania. Powiedziałam mu, że chciałam mu o tym powiedzieć, zanim
będziemy mogli zamieszkać razem.
Greg był pomocny i wyrozumiały od chwili, gdy powiedziałam
mu o moim problemie z odżywianiem. Namawiał mnie, żebym się z nim
przeprowadziła, pomimo moich wątpliwości, mówiąc, że przejdziemy przez to
razem. Powiedział, że nie ważne ile bym zjadła lub ważyła, on i tak będzie mnie
kochał. Nie potrafiłam mu uwierzyć, czułam, że nie da się mnie kochać, gdy moje
zachowanie wymykało się spod kontroli. Więc zamierzałam powiedzieć mu, że moja
decyzja jest ostateczna, że porzucam nasze wspólne plany, ale nie mogłam
wydobyć z siebie żadnych słów. Chwyciłam telefon i zaczęłam płakać, a mój płacz
przerodził się w szloch, nie mogłam mówić przez kilka minut. To bolało, że moje
zaburzenie odżywiania znowu pozbawiało mnie możliwości, niszcząc moje nadzieje
związane z normalnym życiem. Kiedy płakałam, próbowałam wydobyć z siebie słowa,
z których wyszło Kocham Cię. Kilka
tygodni później, na początku stycznia 2004 r. spakowałam walizki i pojechałam z
Luizjany do Arizony, żeby być z nim.
Powrót
Tata pojechał ze mną. Nie spieszyliśmy się, zatrzymaliśmy
się na kilku punktach orientacyjnych i jednym starym muzeum. Zawsze będę
pamiętać te dwa dni spędzone z nim. Odkąd przestałam biegać w college’u,
poczułam, że moje relacje z tatą zmieniły się. On też był biegaczem, dopóki nie
doznał poważnego urazu biodra i wiem, że kochał to, że zajęłam się tym sportem
na poważnie. Zawsze byliśmy blisko, ale bieganie zbliżyło nas jeszcze bardziej.
Jeździł na rowerze, kiedy ja biegałam po naszym rodzinnym mieście i nawet w
ciszy czuliśmy swoją obecność. Teraz, jadąc na Zachów, był znowu obok mnie,
wciąż wspierając mnie w największej decyzji mojego dorosłego życia, mimo że
wiedziałam, że nie chce bym wyjeżdżała i z pewnością nie zgadzał się, bym
zamieszkała z mężczyzną przed ślubem.
Po pierwszym dniu jazdy zatrzymaliśmy się w Nowym Meksyku na
noc i kiedy tata poszedł do łóżka, jedno z moich pragnień objadania się dostało
to, co najlepsze i zjadłam mnóstwo przekąsek, które były przeznaczone na
kolejny dzień podróży. Wiedziałam, że nie mogę zjeść wszystkiego, bo on to
zauważy, więc udało mi się zachować pozory kontroli. Musiałam znaleźć sposób na cofnięcie szkody,
którą wyrządziłam mini napadem, więc następnego ranka wstałam godzinę przed
tatą, aby po cichu poćwiczyć w naszym małym pokoju hotelowym. Brałam prysznic,
kiedy tata się obudził, spocone ubrania były schowane w torbie. Ponownie
ruszyliśmy w drogę i w ciągu kilku godzin przekroczyliśmy granicę stanu
Arizona.
Tata zrobił mi zdjęcie przy znaku powitalnym. Wciąż mam to
zdjęcie, na uboczu autostrady, w luźnej bluzie, by ukryć napad z poprzedniej
nocy. Ciężko było ukryć rozmiar bulimii przed rodzicami przez te wszystkie lata,
przed tatą podczas tej dwudniowej podróży. Znowu zaczęłam się martwić, jak
poradzę sobie z codziennością, żyjąc z Gregiem.
Kiedy przybyliśmy do Phoenix, tata został na kilka dni, by
pozwiedzać, później z Gregiem zabraliśmy go na lotnisko. Uściskałam go na
pożegnanie, a potem odszedł w stronę odprawy. Odwrócił się jeszcze raz i
zobaczyłam łzy w jego oczach. Pomachałam mu i ścisnęłam rękę Grega. Kiedy tata zniknął
z pola widzenia na terminalu, rozpłakałam się a Greg mnie przytulił.
Wtedy zaczęło się moje nowe życie. Greg nigdy nie litował
się nad moimi problemami z odżywianiem, tak jak inni, ale okazał mi wsparcie i
miłość, niezależnie od tego, czy sobie radziłam, czy nie z napadami.
Pomyślałam, że być może posiadanie przyjaciela, sojusznika i chłopaka w jednym
pomoże mi pozbyć się napadów, ale napady trwały dalej, nawet gdy nasza miłość i
przyjaźń umocniły się. Greg nie trzymał zdrowej diety i miał wiele z moich
ulubionych przekąsek w naszym mieszkaniu: słodkie płatki śniadaniowe,
ciasteczka, pączki. Tak jak robiłam z Julią, kradłam jego jedzenie. Oczywiście
powiedział, że mogę jeść co tylko zechcę, ale objadanie się jego jedzeniem,
było kradzieżą. To było samolubne.
Odkupywałam jego jedzenie tak szybko, jak było to możliwe i
powiedziałam, żeby nie przestawał kupować tego, co lubi ze względu na mnie – to
nigdy nie działało. Nawet, gdy nie było łatwo dostępnego jedzenia, wciąż
zdobywałam je w taki, czy inny sposób. Pamiętam, jak czułam się winna, bo
często żałowałam, że nie poszedł sobie z mieszkania lub nie zasnął, abym mogła
w spokoju zaspokoić pragnienie. kiedy miałam napad podczas, gdy on spał, czułam
się zbyt zawstydzona, żeby położyć się do łóżka, więc spałam na podłodze.
Często w środku takich nocy, budziłam się i widziałam, że spał obok mnie na
podłodze. W tym czasie przeszkadzało mi to, bo czułam się obrzydliwa i niegodna
jego uczuć, ale teraz mogę docenić jego bezwarunkową miłość.
Nie mówiliśmy za dużo o moim zaburzeniu odżywiania, on nie
chciał być nachalny a ja nie chciałam o tym dyskutować. Miałam tego
wystarczająco dużo na terapii. Wiedziałam, że będzie zawsze obok, by mnie
wysłuchać, ale czułam się wypalona w całej tej sytuacji. Chciałam iść na przód,
ale utknęłam. Chociaż nie chciałam tego, moje zaburzenie często raniło Grega.
Odwołałam kilka randek, bo miałam napad tego dnia i nie miałam ochoty na
wyjście do restauracji. Odwołałam plany na weekend – pójście na zakupy,
zwiedzanie, spacery, wycieczki – bo musiałam ćwiczyć godzinami, by spalić
kalorie.
Czasami Greg odbierał to jako atak przeciwko niemu, jakbym
wolała napad niż być z nim. Tak było na pewno, kiedy miałam napad, ale z
drugiej strony, to nie była prawda i nienawidziłam tego, że sprawiałam, że tak
się czuł. Ale nawet kiedy był zraniony, nie złościł się ani nie wyśmiewał mnie,
tak jak inny koleś w college’u. byłam w krótkim związku z facetem o imieniu
David w trakcie ostatniego roku i postanowiłam się przed nim otworzyć, opowiedzieć mu o swoich
problemach z odżywianiem. Zazwyczaj czułam się w takiej sytuacji głupio, ale
terapeuci zachęcali mnie do zwierzania się ludziom, którym ufałam, by mieć ich
wsparcie w staraniach, żeby wyzdrowieć, wiec posłuchałam ich rad. Kiedy
powiedziałam Davidowi, zapytał sarkastycznie: Więc wolisz zjeść czekoladowe ciastko niż być ze mną?
Mimo swojego braku wyczucia, David miał rację. Tak, kiedy
miałam napad, zdecydowanie wybrałabym ciasto niż spędzenie z nim czasu.
Podobnie, gdy miałam napady w tym małym mieszkaniu u Grega, pragnęłam go
opuścić, bym mogła jeść tak, jak chciałam. Żaden związek, żadna inna forma
spełnienia, nigdy nie zaspokoiły moich napadów, gdy się zaczynały i nic więcej
– poza tymczasową ulgą, jaką dawał mi Topamax – zdawało się, ze mogłoby być w
stanie mnie powstrzymać przed nadchodzącym napadem.
Małżeństwo
Mimo że kochałam Grega, kochałam mieszkać w naszym nowym
mieście i kochałam moje studia magisterskie, to wszystko zaczęło mnie
przerastać. Nie mogłam nadążyć z zajęciami, zajmowaniem się na pół etatu
mężczyzną z porażeniem mózgowym i moim związkiem, kiedy miałam napady cztery
razy w tygodniu, spędzałam sześć, do siedmiu godzin na siłowni na drugi dzień.
Coś musiałam porzucić, wiec zrezygnowałam z zajęć w marcu 2004 r., mniej niż 3
miesiące po rozpoczętym semestrze, znowu czułam, ze poniosłam porażkę, a
zaburzenia odżywiania pokrzyżowały moje plany związane z przyszłością.
Czułam się zagubiona w kwestii kierunku kariery. Porzuciłam
pomysł zostania publicystką zespołu, który prawdopodobnie chciał być
nauczycielem religii, istniała niezliczona ilość pomysłów, z których żadna nie
wydawała się być odpowiednia dla bulimiczki. W głowie miałam ten pomysł, że
kiedy wyzdrowieję, zajmę się wszystkim. Wtedy będę mogła wybrać i realizować
karierę, wyjść za mąż, mieć dzieci.
Terapeuta kiedyś zasugerował, że użyłam zaburzenia
odżywiania, jako pretekstu do niepodejmowania działań i nie realizowania celów.
Teoria głosiła, że boję się porażki, więc używam napadów i ćwiczeń, aby uniknąć
zmian. Gdybym mogła zawsze winić mój brak powodzenia zaburzeniami odżywiania,
nigdy nie poniosłabym porażki i nie ucierpiałoby moje ego. Nie wierzę, że to
była prawda. Winię moje zaburzenie za moje porażki, nie za unikanie osobistych
porażek, ale dlatego, że zaburzenia sprawiały, że czułam się przegrana.
W czasie, gdy zrezygnowałam ze szkoły, Greg złożył mi
propozycję. Pewnego dnia po pracy, powiedział mi, żebym spotkała się z nim w
pobliżu góry, na którą uwielbialiśmy się wspinać. Zabrał kosz piknikowy, więc
mogliśmy jeść i oglądać zachód słońca. Byłoby to bardzo przyjemne, ale właśnie
skończyłam napad. Czułam się opuchnięta i niekomfortowo, więc nie mogłam
czerpać przyjemności z posiłku, który przygotował. Powiedziałam Gregowi, że
miałam napad i przeprosiłam, że nie byłam w dobrym nastroju. Powtórzył to, co
mówił od dawna: że mnie wspiera, będzie obok mnie i pomoże mi jak tylko będzie
potrafił.
Ku mojemu zaskoczeniu, kiedy słońce zaczęło zachodzić,
uklęknął na jedno kolano u szczytu góry i wyciągnął pierścionek. Rozwialiśmy o
małżeństwie wcześniej, ale znaliśmy się zaledwie 8 miesięcy, to wydawało się
zbyt wcześnie. Greg był starszy 5 lat ode mnie i był gotowy na ślub w tamtym
czasie. Nie byłam pewna, czy ja też. Gdybym nie miała napadu tego dnia, wierzę,
ze mogłabym powiedzieć tak. Kochałam go i pomimo tego, że nie znaliśmy się zbyt
długo i byłam młoda, było dobrze. Ale tego dnia, czując się spuchnięta i
bezwartościowa, powiedziałam nie – a
dokładniej jeszcze nie. W mojej
głowie jeszcze nie oznaczało, że
muszę zaczekać aż wyzdrowieję, chociaż wątpiłam, ze to nastąpi w najbliższym
czasie.
W ciągu następnego miesiąca rozmawialiśmy dużo o
małżeństwie, uświadomił mi, że powrót do zdrowia nie jest warunkiem koniecznym,
mimo to, czekał, aż będę gotowa. Ku jego zaskoczeniu, podjęłam szybko decyzję,
składając mu propozycję miesiąc później. Wzięliśmy ślub cywilny, 6 miesięcy
później wzięliśmy ślub kościelny, na którym była nasza rodzina – ja w
eleganckich spodniach i białej bluzce.
Istniały praktyczne powody, dla których nie wyprawiliśmy tradycyjnego
wesela. Jednak, moje zaburzenie odżywiania również brało w tym udział, podobnie
jak miało to miejsce w większości spraw mojego życia od czasów liceum. Nie
czułam się zbyt silna, by uczestniczyć w tradycji – presji dopasowania idealnej
sukni ślubnej, bycia w centrum uwagi, całej pracy włożonej w zaplanowanie
wielkiej uroczystości.
Na krótko przed ceremonią kościelną w listopadzie 2004 r.,
przeprowadziliśmy się do nowego domu. Po rozpakowaniu pudeł postanowiłam, ze
się zmienię. Nie będę miała napadów w nowym domu, pomyślałam. To nie był
akademik lub wynajęty pokój z dostępem do automatów lub fitness klubami. To był
nasz dom, a ja zachowywałam się jak dorosła, pozostawiając za sobą niemądre
decyzje. Ale tak jak w przypadku wszystkich innych ważnych decyzji w moim
życiu, przyniosło to ten sam schemat objadania się i ćwiczeń.
Nie rozumiałam tego – miałam wszystko, na co mogłam liczyć.
Nawet znalazłam pracę blisko naszego domu, jako asystentka nauczyciela w szkole
podstawowej, klasie specjalnej. Ta praca pasowała do moich umiejętności i
osobowości. Znalazłam w tym sens. Lubiłam wszystkich moich współpracowników i
każde z dzieci, z którymi pracowałam, wkładałam w to serce. Znalazłam moje małe
miejsce na świecie – z mężem, nowym domem i pracą – i chociaż nie było to
doskonałe życie, było dobre.
A jednak dalej miałam napady. Dlaczego nie mogłam przestać?
Pytanie pomocnicze
Kiedy doszłam do wniosku, że podjęcie ważnych decyzji w
życiu lub odnalezienie osobistego spełnienia wciąż nie są odpowiedzią na
wyleczenie bulimii, zaczęłam rozważać powrót na terapię. Być może moi terapeuci
mieli rację przez cały czas, pomyślałam. Może naprawdę musiałam dostać się do
źródła przyczyn mojego zaburzenia odżywiania, może jakieś inne wewnętrzne
potrzeby nie zostały jeszcze spełnione. W końcu w Arizonie działy się rzeczy,
które sprawiały, ze chciałam więcej. Tęskniłam za rodziną i przyjaciółmi i
chociaż codziennie rozmawiałam z mamą przez telefon, a z tatą i siostrą
przynajmniej raz w tygodniu, wciąż chciałam ich zobaczyć. Nie miałam zbyt wielu
znajomych poza pracą, a od czasu do czasu dopadały mnie lęki i depresja. Więc
może nie byłam aż tak zadowolona, jak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka i
może były jakieś ukryte problemy emocjonalne, które powodowały napady? Chociaż
intuicja i doświadczenie z Topamaxem sugerowały coś innego, zaczęłam wracać do
tego, co nazywałam „nastawienie na terapię” – przekonanie, że byłam chora i
musiałam się objadać, by radzić sobie z życiem.
Przez większość czasu czułam, że potrzebuję objadania się.
Ale nie ważne jakie uczucia wywoływał napad w tamtym momencie lub wkrótce
potem, po jakimś czasie czułam, że jedzenie nie sprawiało mi satysfakcji – tak,
jakby to była głupia sztuczka, na którą ponownie dałam się złapać – i czułam
się gruba, obrzydliwa i zawstydzona. Potem, jak zawsze, czułam się
zdeterminowana, żeby naprawić szkody, więc ćwiczyłam, co tylko trochę pomagało.
Ćwiczenie dawało mi poczucie, ze nieważne kto lub co pchało mnie w tę nieczystą
sztuczkę, nie pozwolę sobie stać się grubą bez walki. Jednak martwiłam się, że
w końcu nie będę w stanie dłużej tego robić, że w końcu będę się objadać, nie
robiąc nic, by to zrekompensować. W końcu moje ciało było przemęczone, a długie
godziny ćwiczeń stawały się dla mnie coraz trudniejsze.
W głębi duszy wiedziałam, że napady nie pomogą mi w
poradzeniu sobie z życiem. Zamiast tego, jedynie zwiększały moje problemy. Wiedziałam,
że jakiekolwiek miałam korzyści z napadów – jak spokojny sen, przyjemność,
podniecenie – nie były warte tych kosztów. Wiedziałam, że napady niszczą moje
relacje i marnują cenny czas i szczerze chciałam to zatrzymać, ale nie
potrafiłam. Wydawało się logiczne, że miałam napady z bardzo złożonych przyczyn
psychologicznych. W przeciwnym razie, pomyślałam, łatwo byłoby przestać.
Więc sześć miesięcy
później, Greg i ja przeprowadziliśmy się do nowego domu, zaczęłam ponownie
szukać odpowiedzi na złożone pytanie, dlaczego mam napady. Zadawałam sobie
pytanie: jaki jest głębszy powód tego
wszystkiego? Z czym objadanie się pomaga mi radzić sobie?
Nie zajęło mi zbyt wiele czasu, by odpowiedzieć na te
pytania – odpowiedzi, które szybko pomogły mi wyzdrowieć. Niemniej jednak,
odpowiedzi były zadziwiające, bo wcale nie były tak bardzo skomplikowane. Odpowiedzi
były proste i raz na zawsze rozwiązały zagadkę mojej bulimii.
Komentarze
Prześlij komentarz