Brain over binge PL. Część I. Rozdział 7.


Topamax na ratunek

      Dzień po ukończeniu college’u w maju 2003 r., byłam sama z boleśnie pełnym brzuchem w moim mieszkaniu. Rodzina była w mieście na uroczystości zakończenia roku, ale niedługo potem wrócili do domu. Zamierzałam wrócić do domu za tydzień, więc oddałam większość mebli. Wszystko co zostało, to biurko komputerowe, składane krzesło, koc i kilka poduszek oraz moja garderoba. Leżałam na boku, na podłodze z poduszką pod nadętym brzuchem. Często tak robiłam, kiedy byłam naprawdę pełna, bo ta pozycja dawała mi trochę ulgi.
     Zaczęłam myśleć o latach spędzonych w college’u. Ukończyłam college z ocenami,  z których tak naprawdę nie chciałam lub nie wiedziała, co mam zrobić. Początkowo planowałam iść na kierunki meteorologiczne, ale po pierwszym roku zmieniłam je w oparciu o to, czego nauczyłam się na terapii. Mój pierwszy terapeuta, Jim i ja rozmawialiśmy intensywnie o tym, jak nauczyć się żyć pełnią życia. Podziwiałam jego umiejętność cieszenia się chwilą, nie pozwalał by praca lub obowiązku osłabiały jego radość życia. Jim opowiedział mi kilka historii na temat swoich najbardziej satysfakcjonujących przygód i zachęcił mnie, żebym spróbowała znaleźć spełnienie w inny sposób, niż objadanie się. Odebrałam to w niewłaściwy sposób. Odrzuciłam pomysł, że muszę żyć pełnią życia, żeby być spełniona, nie po to, by się objadać. Myślałam, że życie w pełni oznacza zabawę, cieszenie się każdą chwilą, podejmowanie przygód i życie bez problemów – bez większych nakładów pracy.
Więc zapytałam siebie, jaką ścieżkę kariery mogę wybrać, żeby poczuć w życiu spełnienie. Meteorologia, jak sądziłam, nie pozwoli mi na to, bo musiałabym brać udział w trudnych zajęciach z nauk ścisłych i matematyki. Co więcej, widziałam pracę meteorologa, która była interesująca, ale także skomplikowana i być może nużąca. Więc zdecydowałam się na przygodę i zmieniłam kierunek. Zdecydowałam, że ponieważ kocham muzykę, będę szczęśliwa jako specjalista od reklamy dla alternatywnego zespołu rokowego, więc postanowiłam, że wybiorę komunikację, jako kierunek. To byłaby świetna ścieżka kariery dla kogoś innego, ale nie pasowała do moich mocnych stron i osobowości.
     Nie obchodziło mnie to. Byłam zdeterminowana, żeby odnaleźć spełnienie, żebym tylko mogła przestać się objadać, nawet jeśli to oznaczało podjęcie ryzykownych decyzji związanych z moją przyszłością. W wieku 18 lat nie rozumiałam, że spełnienie może mieć głębsze znaczenie. To nie musi oznaczać zabawy i przygody, zamiast tego, spełnienie może oznaczać ciężką pracę, staranność. Tata protestował przeciwko mojej zmianie kierunku i próbował przekonać mnie do zmiany decyzji, ale nie słuchałam jego argumentu. Zamiast zastanowić się nad jego radą, myślałam, że był to sprzeciw przeciwko mojej niezależności i moim pragnieniu, by wyjść z bulimii. To był jeden z najbardziej absurdalnych wniosków, które stworzyłam między moim życiem a bulimią. Naprawdę myślałam, ze promowanie rockowego zespołu – jak dla mnie najbardziej pozbawionego charakteru – pozwoli mi pozbyć się napadów.
     W końcu, zdałam sobie sprawę, że nie jest to kierunek, którego naprawdę pragnę. Ale nie byłam pewna, co chcę osiągnąć. W tym czasie, czułam się zatracona w moim zaburzeniu odżywiania tak, że trudno było myśleć o mojej przyszłości. Moje codzienne zmagania z jedzeniem, były taką presją, że z trudem mogłam nadążyć z zajęciami. Przez chwilę znowu rozważałam zmianę kierunku – na co, nie wiem – ale czułam, że jest za późno. To wymagałoby większej ilości stresu i dodatkowego czasu, co jak sądziłam, nie sprzyjałoby zatrzymaniu bulimii.
     Przez długi czas czułam, że college przeszkadza mi w wyzdrowieniu. Czekałam z niecierpliwością na dzień, kiedy nie będę musiała studiować lub wypełniać papierów. Może po ukończeniu studiów, jak myślałam, będzie ze mną lepiej. Byłabym w stanie pójść na więcej zajęć z terapeutą, spędzić więcej czasu na pisaniu dzienniku i wykonywać pracę nad swoimi emocjami, których potrzebowałam. Wiedziałam, że mój kierunek nie był dla mnie, ale wciąż przechodziłam z klasy do klasy, z napadami i ćwiczeniami przez cały ten czas. Kiedy wreszcie nadszedł dzień ukończenia szkoły, nie poczułam dumy, bo wiedziałam, że poniosłam porażkę.
     Następnego dnia, leżąc na podłodze w mieszkaniu z poduszką pod wzdętym brzuchem, czułam jeszcze bardziej poniesioną porażkę. Spojrzałam na dyplom, który był w kącie pokoju, notatki z ostatniego finału na podłodze, przy komputerze, medal, który otrzymałam za utrzymanie średniej na poziomie 4.0, zawieszony na składanym krześle; prezenty i karty od rodziny ułożone w stosy przy drzwiach. W tym samym czasie poczułam ulgę i żal. Wiedziałam, ze muszę się cofnąć – w przenośni i dosłownie – i kontynuować długą, ciężką podróż, by wyzdrowieć, bo nie miałam już więcej wymówek.

„Niezwykłe” lekarstwo

     W następnym tygodniu, wróciłam do domu moich rodziców i zaczęłam odwiedzać nowego terapeutę, psychiatrę i dietetyka w rodzinnym mieście. Nie dostałam pracy, więc mogłam poświęcić swój czas na terapię, ale nawet bez szkolnego stresu, bulimia pozostała. Leczenie w domu, było podobne do tego na studiach. Kontynuowałam pracę nad radzeniem sobie z codziennymi zapalnikami i emocjonalnymi przyczynami mojego zachowania. Nadal pracowałam nad leczeniem pozostałych problemów, takich jak depresja, lęk i wciąż podążałam według planu posiłków. Nadal miałam napady.
     Zaczęłam myśleć, że nie czuję się lepiej dlatego, że nie byłam wystarczająco dobra na terapii. Chciałam być mnie niespokojna, mniej przygnębiona, lepiej panować nad emocjami, mieć dobrą samoocenę, ale to wszystko było dla mnie bardzo trudne. Bałam się, że nigdy tego nie zmienię i do końca życia będę miała napady. Czasami czułam, że robię postępy, a czasami nie. Czasami czułam, że rozumiem, dlaczego mam bulimię, a czasami stanowiło to dla mnie zagadkę. Moi nowi terapeuci, byli bardzo pomocni i kompetentni, ale rezultat był taki sam: nie było żadnych wyraźnych zmian w moim objadaniu się.
     Jednak nauczyłam się jednej cennej rzeczy, która może mieć kluczowe znaczenie w mojej drodze do wyzdrowienia. Ta lekcja dotyczyła związku – tak naprawdę jego braku – między bulimią a moimi emocjami.  W czerwcu 2003 r. mój psychiatra umieścił na mojej liście nowy lek o nazwie Topamax (topiramat). Ten szczególny lek, był tradycyjnie stosowany w leczeniu napadów padaczkowych, ale w tym czasie, zaczynał być stosowany w leczeniu bulimii i dawał przyzwoite rezultaty. Chociaż obawiałam się stosowania leku przeciwpadaczkowego, biorąc pod uwagę, że nigdy nie miałam napadu, zdesperowana zdecydowałam się spróbować. Używałam go w połączeniu z moim antydepresantem, który stosowałam i odkładałam w czasie studiów.
     Byłam zdumiona tym, że w ciągu tygodnia, dwóch, od rozpoczęcia Topamax, nie chciałam już tak bardzo się objadać. Zmniejszył się apetyt, a moje napady z czterech, ograniczyły się do jednego w tygodniu. We wrześniu tego roku, straciłam około 6 kg, ważyłam 56 kg. Mimo że wciąż miałam napady, czułam się lepiej od lat. Ciągły wstyd i obrzydzenie nagle zniknęły.
     Rozpoczęłam staż w lokalnej stacji prasowej i wolontariat w lokalnym kościele, próbując znaleźć coś zgodnego z moim kierunkiem studiów. Również dostałam pracę na pół etatu z dziećmi i dorosłymi specjalnej troski. Pomagałam 12-letniej dziewczynce z porażeniem mózgowym, w pracach domowych kilka razy w tygodniu, opiekowałam się 8-letnim chłopcem, który miał trudności w uczeniu się, przez kilka popołudni w tygodniu oraz organizowałam terenowe wycieczki i zajęcia dla dorosłych z domów pomocy społecznej.
     Odkąd skończyłam 6 lat, moja mama zajmowała się mieszkańcami, którzy potrzebowali specjalnej pomocy w naszym domu. Jedna z moich najlepszych przyjaciółek, z którądorastałam – Eden, która zmarła podczas drugiego roku studiów – była niepełnosprawny fizycznie, moja mama opiekowała się nią kilka razy w tygodniu. Była częścią rodziny i jej śmierć była dla mnie bardzo trudna, nie tylko dlatego, że bardzo za nią tęskniłam, ale dlatego, że czułam się tak, jakbym ją zaniedbała w ciągu ostatnich kilku lat jej życia, bo byłam zajęta problemem bulimii. Jako młode dziewczyny, Eden i ja bawiłyśmy się niezliczoną ilość godzin w moim pokoju, tworząc wyszukane, twórcze życia nas – małych laleczek, które miały pokoje przekształcone w salony piękności, pizzerie place zabaw. Grałyśmy też w gry wideo, oglądałyśmy niezliczone godziny bajek Disneya i zapamiętałyśmy każde słowo i piosenkę w Małej Syrence.
     Jako dziecko, najbardziej interesowałam się rzeczami na zewnątrz – basenem w sąsiedztwie, graniem w koszykówkę, piłkę nożną i baseball z chłopakami na naszej ulicy. Ale kilka dni w tygodniu, kiedy pojawiała się Eden, wszystko odkładałam na bok – nie dlatego, że musiałam, dlatego, że chciałam i kochałam wspólnie spędzony czas. Jednak, kiedy zaczęłam restrykcyjne odżywianie i nadmierne ćwiczenia, samolubnie skupiałam się na swojej wadze. Kiedy miałam 8 lat, nie zastanawiałam się nad zostawieniem Eden, żeby iść pograć z chłopcami, ale kiedy byłam na studiach, często opuszczałam spotkania z nią, żeby móc iść na siłownię lub pobiegać.
     Później, kiedy zaczęły się napady i byłam zajęta moimi zaburzeniami odżywiania i terapią na studiach, nie zadawałam sobie zbyt wiele trudu, by skontaktować się z nią lub z innymi przyjaciółmi z rodzinnego miasta. Zaburzenie odżywiania może sprawić, że staniesz się odosobniona i nawet najważniejsze osoby w Twoim życiu zejdą na drugi plan. Żałuję, że w tym czasie nie byłam dobrą przyjaciółką, szczególnie dla Eden, bo okazało się, że to były nasze ostatnie wspólne lata.
Dużo myślałam o Eden w ciągu lata po studiach i wciąż myślę. Będąc na Toapamxie i tymczasowo nie marnując czasu na napady, nagle zaczęłam myśleć o ważnych rzeczach, nawet jeśli niektóre z nich były bolesne. Często żałowałam, że nie mogłam zatrzymać się w domu Eden, który był zaledwie 1,5 km od mojego, tylko po to, by pogadać lub zagrać w grę. Poczułam zdolność – po raz pierwszy od dłuższego czasu – by być prawdziwą przyjaciółką, by zbudować trwałą relację.
     Tego lata, zaczęłam próbować zdobyć nowych przyjaciół w rodzinnym mieście i nawiązałam kontakt z kilkoma dawnymi. W tym czasie zaczęłam również związek na odległość z Gregiem – kuzynem jednego z moich znajomych ze studiów i mężczyzną, który później został moim mężem. To było niezwykłe – odzyskać znowu życie i zaskakujące, nie było to spowodowane żadnymi zmianami w mojej osobowości. Nie miało to nic wspólnego z jakimkolwiek postępem w terapii. Po prostu przestałam mieć te częste napady, wszystko z powodu leków, które jakimś sposobem uregulowały mój mózg.
     Jednak Topamax miał efekty uboczne. Doświadczyłam ciągłego mrowienia w palcach u rąk i nóg, przez większość czasu czułam zawroty głowy i byłam roztrzęsiona. Mimo że działania niepożądane były lepsze od napadów, martwiłam się o możliwe długotrwałe konsekwencję stosowania tego leku. Chciałam rzucić go na własną rękę i obawiałam się, że mogę się od niego uzależnić. Pomimo wątpliwości, kontynuowałam branie Topamaxu, bo po nim czułam się znowu normalnie i nie chciałam już wracać, do tego co było.

Niegotowa

     Grega odwiedziłam w Chicago w 2003 r., zbliżyliśmy się do siebie i zorganizowaliśmy jeszcze kilka wycieczek, żeby się zobaczyć. We wrześniu spotkaliśmy się w Missouri, co stanowiło połowę drogi między naszymi domami i około osiem godzin drogi dla każdego z nas. Pamiętam, jak jechałam sama na miejsce naszego spotkania, słuchając muzyki i jakiś nagrań o religiach na świecie – jednym z moich zainteresowań w tamtym czasie. Byłam zdumiona, że nie zastanawiałam się w ogóle nad objadaniem się.
     Kiedy prowadziłam, myślałam o tym, jak różna jest ta podróż od wielu przejażdżek, które pokonywałam między moim domem a uniwersytetem, kiedy myślałam ciągle o jedzeniu i zatrzymywałam się na najbliższych postojach, by zdobyć go więcej. W drodze na spotkanie z Gregiem, zatrzymywałam się tylko wtedy, kiedy byłam głodna i jadłam tylko tyle, by zaspokoić fizyczny głód. To było tak, jakby mój umysł był wolny i mógł skupić się na innych możliwościach. W Missouri poszliśmy na spływ kajakowy, wędrowaliśmy po Ozark i po prostu cieszyliśmy się wspólnie spędzonym czasem. Nagle znów poczułam się sobą.
     Zasłona, pod którą tkwiłam tak długo, została prawie zdarta i chociaż moje problemy nie zniknęły, największy zniknął prawie całkowicie. Nadal miałam niską samoocenę. Czułam się niepewnie w związku z Gregiem. Nadal byłam zdezorientowana, jaką ścieżkę kariery wybrać. Wciąż miałam nierozwiązane problemy rodzinne. Wciąż nie najlepiej radziłam sobie z wieloma uczuciami i wciąż byłam podatna na depresję, niepokój i perfekcjonizm.  Mimo to prawie przestałam mieć napady, na przekór temu wszystkiemu. Topamax wpłynął na mój prawdziwy problem – napady – pomimo że pozostałe problemy i wady pozostały.

Żegnaj terapio

     To doświadczenie sprawiło, że zakwestionowałam wszystko, czego nauczyłam się na terapii. Dlaczego spędziłam 4 lata w gabinetach dietetyków i terapeutów, skoro zażywanie Topamaxu mogłoby sprawić, że napady znikną tak szybko i łatwo? Byłam zła na terapeutów, którzy pozwolili mi wierzyć, że moje wady, niepewność, wychowanie i stres są wszystkiemu winne. Ale nawet przy tym wszystkim, lek wyeliminował główny problem, który pochłaniał lata mojego życia.
     Może nie było powiązania między bulimią a moim stanem emocjonalnym, pomyślałam, że może rozwiązanie pozostałych problemów nie było konieczne, aby powstrzymać napady. Mimo to, zastanawiałam się, co się stanie, gdy odstawię lek. Czy napady wrócą równie szybko, jak zniknęły, a może efekty będą trwałe? Odpowiedzi wkrótce się pojawiły. Mój miesiąc miodowy z Topamax był krótki, tak jak podejrzewałam. Po około 4 miesiącach stosowania leku, w październiku 2003 r., pozytywne efekty zdawały się znikać a ja zaczęłam mieć coraz więcej impulsów do objadania się. Napady wzrosły szybko w październiku i listopadzie, aż zaczęłam jeść tak dużo, jak przed ukończeniem szkoły. Psychiatra zasugerował, że zwiększy dawkę Topamaxu, ale nie chciałam ryzykować, że wystąpi więcej skutków ubocznych. Plus, nie miałam pojęcia, jakie mogą być konsekwencje długotrwałego stosowania. Musiałam znaleźć inny sposób.
     Moi terapeuci niezmiennie przypominali mi: Topamax, ani żaden inny lek nie może być cudownym lekarstwem na bulimię. By być całkowicie zdrowa, muszę rozwiązać podstawowe problemy, które mają podłoże w mojej psychice. Chociaż długo wierzyłam w tę teorię, trudno było teraz ją przyjąć, bo doświadczenia związane z Topamaxem nauczyły mnie dwóch ważnych lekcji: po pierwsze, moje napady były prawdziwym problemem a po drugie, praca nad sobą nie była konieczna, abym przestała się objadać.
     Przez 4 miesiące, napady prawie zniknęły, mimo że spotkałam się z wieloma stresującymi sytuacjami podczas tego okresu – chociaż nic poważnego, ale wciąż trwała burza emocjonalna: rozpoczęcie znajomości z Gregiem, staż i ponowne mieszkanie z rodzicami. Ale przez cały ten czas rzadko miałam napady. Całe doświadczenie było niezwykłe, ale jednocześnie bardzo mylne i niepokojące.
     Zrozumiałam, że być może coś się działo w moim mózgu, co powodowało napady, co Topamax w jakiś sposób chwilowo stłumił. Zaczęłam myśleć, że może moje zaburzenie odżywiania było w mojej głowie, albo dokładniej, w mózgu – nie w wyniku dorastania lub słabości. Wiedziałam, że to było ważne spostrzeżenie, ale wtedy nie byłam pewna, jak może mi to pomóc w wyzdrowieniu. Wiedziałam tylko, że nie chcę wracać na terapię. Widząc, że bez tego mogę powstrzymać napady, nie widziałam sensu. Terapia nie pomagała mi dotychczas w objadaniu się, więc doszłam do wniosku, że sama nie zrobię nic gorszego.
     Leki przestałam brać pod koniec listopada 2003 r. i obiecałam sobie, że nigdy nie wrócę do terapeuty, po pomoc w zaburzeniach odżywiania. Tym razem dotrzymałam obietnicy.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty